Nie zdecydowałem, żeby to napisać. Zdecydowałem, żeby tego nie kasować.

Vytlačený rukopis knihy 7 rokov k životu v hrebeňovej väzbe leží na sedačke, na titulnej strane je názov a podtitul Z bolesti ku všetkému, o čom som ani nesníval.

Kiedy dwa lata temu zaczynałem, zrobiłem sobie konspekt. Chciałem wiedzieć, jakie rozdziały mnie czekają i w jakiej kolejności pójdą. O tym, jak zorganizowałem sobie pisanie, napiszę kiedy indziej — teraz istotne jest co innego.

Dziś otworzyłem ten konspekt i nie przypomina dzisiejszej treści książki ani trochę.

Nie ma w nim ani linijki o moim dzieciństwie. Nic o tym, co właściwie doprowadziło mnie do stu pięćdziesięciu kilogramów. I nic o narkotykach.

Kiedy siadałem do pierwszego zdania, nie miałem pojęcia, że te rzeczy znajdą się w książce.

Jak to się tam znalazło

Pierwszy rękopis miał kilka stron. Dosłownie kilka. Dałem go do przeczytania swojemu mentorowi i jego reakcja była jednoznaczna: o tym, co było wcześniej, musisz rozpisać się dużo bardziej.

W tamtej wersji całe swoje dzieciństwo załatwiłem dwoma zdaniami. Uważałem to za wstęp. Za coś, co trzeba wspomnieć i iść dalej do tego, co istotne.

Pierwszy rozdział ma dziś 7946 słów i 37 734 znaki bez spacji.

To cała różnica między tym, co chciałem napisać, a tym, co napisałem.

Jak to się pisało

Źle.

Nie mam nic do dodania poza tym, że siedziałem przy tym i pisałem dalej. Kilka razy oczy zaszły mi na tyle, że przestałem widzieć ekran. Poczekałem i pisałem dalej.

Przez cały ten czas nie wiedziałem, czy kiedykolwiek wypuszczę to na zewnątrz. Nie pisałem tego dlatego, że postanowiłem być otwarty. Pisałem dlatego, że skoro już się w to wdałem, nie chciałem kłamać — a pominięcie tego byłoby tym samym, co napisanie, że nic się nie stało.

Ale utożsamiony z tym nie byłem ani trochę.

Kiedy to przyjąłem

Dopiero gdy gotowy był drugi rękopis, przeczytałem go w całości, od początku do końca.

Potem po jakimś czasie znowu. A potem jeszcze raz.

Dopiero przy tym trzecim czytaniu coś się przestawiło. Przestałem siedzieć nad tym tekstem jako człowiek, któremu się to przydarzyło, i zacząłem czytać go jako tekst. Dopiero wtedy przyjąłem, że to może pójść na zewnątrz. Dopiero wtedy potrafiłem się od tego odciąć.

Nie wiem, czy u każdego działa to tak samo. U mnie były to trzy czytania i trochę czasu między nimi.

Co jest w tej książce

Odsłaniam się do końca. Jest tam moje dzieciństwo, które nie było ładne. Jest dojrzewanie. Jest metamfetamina. I są rzeczy, których tu nie zdradzę, bo po to jest ta książka.

Niczego z tego nie postanowiłem napisać z góry.

Postanowiłem tego nie skasować. To wszystko, co da się o tej decyzji powiedzieć zgodnie z prawdą.