Dla mediów
7 lat do życia to autobiografia o uzależnieniu, przemianie i życiu, o którym nawet nie śniłem.
Bio prasowe
Jozef Môstka (39) to programista z Oravy, Słowacja. Używał metamfetaminy, ważył 155 kilogramów i przez dwa lata nie wychylał się z pokoju. Dziś jest trzeźwy, biega półmaratony, w ubiegłym roku zdobył Elbrus i wydaje książkę o tym, jak się wydostał.
Krótkie bio
Ćpałem metamfetaminę w Bratysławie, w domu ze ścianami pokrytymi pleśnią i starym materacem na podłodze. Tylko ja i żarówka w dłoni.
Mam 39 lat, mieszkam na Orawie i pracuję jako programista. Ważyłem 155 kilogramów. Od 2021 roku jestem trzeźwy. 10 lipca 2025 stałem na szczycie Elbrusu.
Piszę o tym książkę. Nazywa się 7 lat do życia.
Długie bio
Nazywam się Jozef Môstka. Mam 39 lat, mieszkam na Orawie i od czternastu lat pracuję jako programista. Uczyłem się zawodu kucharza i kelnera. Programowania nauczyłem się sam.
W 2011 roku przez pół roku brałem metamfetaminę. Ćpałem w Bratysławie, w domu ze ścianami pokrytymi pleśnią i starym materacem na podłodze. Przestałem — ale nie na długo. Przez kolejne dziesięć lat wracałem do tego.
W 2017 roku schudłem ze 130 do 100 kilogramów. Ćwiczyłem, trzymałem dietę i wyglądało to jak zwycięstwo. Nie było nim. Nie zajmowałem się tym, dlaczego jem, tylko tym, ile jem. Rok później miałem znowu 110 kilogramów. Potem przestałem się ważyć w ogóle.
Z lat 2018 do 2020 nie istnieje ani jedno moje zdjęcie. Siedziałem w pokoju, brałem narkotyki, objadałem się pizzą i chipsami i oglądałem Simpsonów. Schizofreniczne urojenia miałem już wtedy pod kontrolą. Nikt mnie nie widział i ja nie chciałem, żeby ktoś mnie widział.
W czerwcu 2020 roku przynieśli mi do domu bieżnię. Kupiłem ją za 944,90 €, bo wiedziałem, że muszę coś ze sobą zrobić, a chodzenie było jedyną rzeczą, do której byłem wtedy zdolny. Piętnaście minut dziennie. Trzy dni później stanąłem na wadze: 155,3 kilograma. Więcej nigdy nie ważyłem i wcześniej nie wiedziałem nawet, ile ważę.
W pierwszych trzech miesiącach zeszło dziewięć kilo. W kolejnych jedenastu miesiącach — trzy.
Punkt zwrotny nastąpił jesienią 2020 roku. Nie była to decyzja podjęta po przeczytaniu książki ani po dobrej radzie. Było tak dlatego, że nie było już dokąd iść. Z narkotyków wyciągnęła mnie w końcu ucieczka do mamy i jej objęcie, po którym pewnego ranka postawiłem sobie granicę, która obowiązuje do dziś. Nie byłem na odwyku. Od 2021 roku jestem trzeźwy i co tydzień chodzę do klubu abstynentów, gdzie z innymi opowiadamy o tym, co przeżyliśmy.
Od marca 2023 roku ćwiczę cztery razy w tygodniu. Przebiegłem piętnaście półmaratonów i jeden ultramaraton, morsuje, chodzę po via ferratach. 10 lipca 2025 roku stałem na szczycie Elbrusu, najwyższej góry Europy. Wybrałem go dlatego, że był dla mnie największym możliwym wyzwaniem — facet, który kiedyś przez brzuch nie mógł zawiązać sznurowadeł.
Dziś ważę 105 kilogramów.
Siedem lat zajęło mi dotarcie stamtąd tutaj. Nie stało się to przez diety. Stało się przez to, że musiałem zająć się smutkiem, który nosiłem z dzieciństwa, i nauczyć się lubić siebie. Piszę o tym książkę 7 lat do życia.
To nie jest historia o tym, że jak się schudnie, to koniec. To historia o tym, że kiedy człowiek chce schudnąć, musi skupić się na czymś zupełnie innym. Co to jest, jest w tej książce.