Kilka lat później
Kilka lat temu chciałem się zapisać na portal randkowy. Byłem wtedy otyły i wiedziałem dokładnie, co się stanie — nikogo nie zainteresuję. Więc poszedłem szukać fotografa. Kogoś, kto pokaże mnie „w lepszym świetle”. Wiedziałem, że to nie będę ja. Wiedziałem, że robię z siebie kogoś innego. I mimo to tego chciałem.
Dokładnie o tym piszę w książce — o tym, jak okłamywałem sam siebie. Jak okłamywałem siebie i wszystkich wokół.
Teraz jest inaczej. Wydaję książkę i potrzebuję zdjęć. Nie na portal randkowy. Na stronę, dla mediów, dla ludzi, którzy będą czytać o tym, jak przez dokładnie te lata sam sobie kłamałem.
Kiedy ktoś wejdzie na mostka.sk, zobaczy tam dwa zdjęcia — stare, na którym ważę 155,3 kg i biorę metamfetaminę, i dzisiejsze. To może go zaciekawić albo odstraszyć. Jedno i drugie jest w porządku.
Więc poszedłem szukać fotografki. Często bywam w Czechach u swojej dziewczyny, ale fotografka, która mnie zainteresowała, była czterdzieści kilometrów dalej. Ten wybór wygrał. Kiedy przyszedłem do jej studia, pierwsze, o co mnie zapytała, to: co sobie wyobrażam?
Nie spodziewałem się tego. Chciałem, żeby to było naturalne. Ale ona powiedziała mi, że tak to nie działa — kiedy idziesz się sfotografować, musisz mieć wyobrażenie. Więc usiedliśmy i scrollowaliśmy Pinterest. Kiedy jakieś zdjęcie mi się podobało, próbowaliśmy je naśladować.
Podczas sesji czułem się rozluźniony i spokojny. Trochę bałem się, żeby się tam za bardzo nie uśmiechać — wiem, że kiedy się uśmiecham, wyglądam naiwnie. Ale nie chciałem też mieć na wszystkich zdjęciach poważnej twarzy. Byłem świadomy tego wszystkiego naraz, a czasem to wręcz wyzwala — kiedy wiesz, na co uważać, możesz z tym pracować.
Tydzień później było gotowe. Siedem zdjęć. Jestem z nich całkowicie zadowolony.
Różnica w porównaniu z portalem randkowym? Tym razem nie okłamywałem siebie. Tym razem byłem po prostu sobą — dokładnie taki, jaki jestem. I te zdjęcia to pokazują.